Chore zauroczenie, uzależnienie od chorej miłości...

Miłość, zauroczenie, związki. Masz jakieś pytania, wątpliwości ? Pisz!

Chore zauroczenie, uzależnienie od chorej miłości...

Postprzez lady_destroy » 2011-09-21, 18:22:39

Jestem nowa na tym forum. Czuję, że muszę opisać swój problem i chciałam poznać szczere opinie innych na swój temat. Ja też postaram się opisać wszystko zupełnie szczerze. Mam 26 lat (niedługo 27) i jestem dziewicą. Ciężko mi określić, z czego właściwie to wynika. Może z tego, że od dziecka jestem bardzo nieśmiała, a już zwłaszcza w kontaktach z facetami. Nie wiem w jakiej skali mogę oceniać swoją atrakcyjność, bo to zależy od gustu. No, ale myślę, że jestem (chyba) całkiem normalną dziewczyną. Jestem szczupła, taka trochę filigranowa, ale nie za chuda. Mam na czym usiąść i czym oddychać Dużą uwagę przykładam do swojego ubioru, staram się wyglądać kobieco, lubię sukienki, spódniczki, spodnie rurki, tuniki. Nie jestem jakąś Megan Fox, ale czy naprawdę byłoby ze mną aż tak źle, że nie ma na mnie "amatora"? Spotykałam się z różnymi chłopakami, ale jakoś nie wychodziło. Strasznie przeżywam jak coś mi nie wychodzi, doprowadza mnie to do nerwicy. Tak właśnie jest w kontaktach z płcią przeciwną. Z jednej strony bardzo, bardzo chciałabym ułożyć sobie życie, mieć męża, rodzinę, a z drugiej czuję jakąś wewnętrzną blokadę przed tym, jakiś niewytłumaczalny strach przed zaczynaniem znajomości, lęk przed tym, że nie wyjdzie, że zostanę odrzucona itp. Najgorsze,że ten lęk nasila się z wiekiem :( Jak już się umówię z jakimś chłopakiem to wpadam w paniczny strach przed tym, że on uzna mnie za nieciekawą, nudną osobę, że nie będzie miał o czym ze mną rozmawiać. Ostatnio tak miałam, latem rok temu spotykałam się z pewnym chłopakiem. A on był równie nieśmiały jak ja. I często na naszych randkach panowała niezręczna cisza. Może to dla niektórych śmieszny problem, ale ja to strasznie przeżywałam, nawet w Internecie szukałam różnych wiadomości, informacji, po to, by udowodnić, że można ze mną o czym porozmawiać. Ciężko mi to pokonać. Zauważyłam też, że ciągle potrzebuję potwierdzeń tego, że wszystko ze mną w porządku, że jestem atrakcyjna. Jak słyszę komplementy od razu poprawia mi się humor i samoocena skacze do góry. A jak tylko ktoś mnie skrytykuje, bądź po prostu nie chwali wpadam w dół i ten dół trwa, aż znowu usłyszę komplement. Najbardziej cieszą mnie słowa uznania ze strony mężczyzn. Zauważyłam również, że największe "powodzenie" mam u mężczyzn żonatych, "dzieciatych", zajętych, bądź takich po 40. Właśnie tacy najczęściej chcą się ze mną umawiać. Tacy często też zaczepiali mnie nawet jak szłam ulicą. A wśród moich rówieśników jakoś nie wzbudzam euforii. Co jest ze mną nie tak, co robię źle? Tak było zawsze, myślałam, że studia coś zmienią, ale w mojej grupie większość osób była właśnie w wieku 40 lat. Od 4 lat pracuję. Już na samym początku wpadłam w dziwne, toksyczne zauroczenie, fascynację pewnym mężczyzną pod 40. Mężczyzna ten jest kawalerem, ale ma partnerkę dużo starszą od siebie. Na początku tylko siebie obserwowaliśmy, potem zaczęliśmy coraz więcej rozmawiać, po pewnym czasie on zaczął mnie "niewinnie", "niechcący" dotykać. Z czasem te dotknięcia stały się coraz śmielsze i częstsze. Dochodziło do tego, że on stwarzał sytuacje, abyśmy byli sami, werbował mnie do jakiegoś opuszczonego gabinetu. Dochodziło tam do "gorących" sytuacji. Nigdy nie doszło do seksu, ale bardzo niewiele już brakowało, były bardzo intensywne pieszczoty, pocałunki itp. Niby wiedziałam w jakie szambo dałam się władować, ale byłam (jestem) tak nim zaślepiona, ogłupiona, że wtedy w ogóle starałam się nie myśleć o tym. Odkładałam wyrzuty sumienia na potem. To "coś" między nami trwało ponad rok z przerwami. W trakcie "przerw" ten facet twierdził, że gryzie go sumienie, że nie chce mnie krzywdzić, tylko "ciężko mu się czasem powstrzymać". On wiedział, że jemu pierwszemu pozwoliłam się w taki sposób dotykać. Zdawał sobie sprawę, że jestem zakochana. Kiedy mnie odrzucał wpadałam w furię, w dół, płakałam, robiłam mu sceny, miałam żal i pretensje. Wiosną ubiegłego roku zebrałam się w sobie i postanowiłam, że daję sobie z tym spokój. I naprawdę wydawało mi się, że wychodzę na prostą. Nie szukałam już z nim kontaktu, wręcz zaczęłam go nawet unikać. Powoli stawał się dla mnie coraz bardziej obojętny. Zapisałam się na kurs prawa jazdy, kurs językowy, poznałam wkrótce tego nieśmiałego chłopaka, z którym niestety znowu nie wyszło. Chciałam zająć czymś myśli. I wtedy ten facet zaczął mnie "atakować", "czarować", wręcz się narzucał. Często przychodził pod pretekstem spraw służbowych, często czegoś ode mnie potrzebował. Często werbował mnie do swojego pokoju. Przez jakiś czas opierałam się temu. Doszło do tego, że czułam, że on "śledzi" mnie, patrzył, gdzie ja idę i jak szłam do jakiegoś pustego gabinetu, albo na korytarz, to on zaraz też się tam znajdował. Wszystko "pękło" w moje imieniny, przyszedł jako pierwszy złożyć mi życzenia i zaczął całować. Znowu wpadłam w sidła. Znowu zaczęło dochodzić między nami do takich sytuacji. Znowu zgłupiałam. Po czym od września ot tak prostu ponownie odsunął mnie od siebie. Dowiedziałam się z plotek, że ponoć zamieszkał ze swoją starszą partnerką. Zupełnie bez słowa, przestał kontaktować się ze mną. Oczywiście dostawałam wtedy szału, chodziłam do niego, robiłam sceny, wściekałam się, płakałam. On spokojnie tłumaczył, że nie może brnąć w to dalej, po prostu nie może. Trwało to gdzieś do lutego, a od lutego ponownie zaczął mnie mamić, ponownie doszło do tego, co kiedyś. To wszystko wygląda tak, że on po pracy werbuje mnie do gabinetu, tam się pieścimy. Ja wiem jak obrzydliwe to się wydaje, ale mam wrażenie, że jestem... UZALEŻNIONA :(( uzależniona od tego gościa, uzależniona od tych pieszczot, od tych ochłapów, które on mi oferuje, a jednocześnie widzę jakie to chore, żałosne, a nie potrafię tego przerwać. Jednocześnie bardzo przeżywam jak on tak się mną bawi, najpierw mnie omota, wykorzysta, a potem przez dłuższy czas dosłownie ucieka, unika, trzyma na dystans, nawet nie ma odwagi spojrzeć w oczy. Ostatnio doszło między nami do takiego zbliżenia gdzieś w maju, od tamtej pory znowu unika mojej osoby, nie odzywa się, udaje, że nie ma ze mną nic wspólnego, a jak dostaję furii, nie wytrzymuję go i robię mu wyrzuty to obraca kota ogonem, twierdząc, że jestem przewrażliwiona.
Czasem miewam najgorsze myśli, czuję się jakbym tkwiła w sytuacji bez wyjścia. Czuję, że nie czeka mnie nic dobrego w przyszłości Boję się, że nie ułożę sobie życia, że nigdy nikogo nie poznam, nikt mnie nie będzie chciał. Zapisałam się do psychologa, miałam już kilka wizyt, widzę, że psycholog chce mi jakoś pomóc, ale na razie nie ma efektów :((( Nie umiem znieść widoku tego faceta, jak jest rozbawiony, jak rozmawia z innymi koleżankami, jak mnie zlewa i udaje, że nic się nie stało. Chciałabym, by był mi obojętny, ale nie jest :(((
Avatar użytkownika
lady_destroyNone specified
Podglądacz
Podglądacz
 
Posty: 5
Dołączył(a): 2011-09-21, 18:14:26
Podziękował : 0 razy
Otrzymał podziękowań: 0 razy

Postprzez cre[a]tive » 2011-09-21, 20:02:45

Po pierwsze, nie wmawiaj sobie, że jesteś uzależniona od niego i jego pieszczot. To naprawdę nie pomaga. Pomyśl o tym w ten sposób, to Ty kierujesz swoim życiem – nikt inny. Z każdej sytuacji jest wyjście i z każdej da się wyplątać. Nie twierdzę, że to łatwe, ale zawsze jest taka możliwość.
Nie jesteś od niego uzależniona, po prostu nigdy z nikim w „ten sposób” nie byłaś, to Twój pierwszy mężczyzna, któremu pozwoliłaś na więcej i to na dodatek dopiero w dość dojrzałym wieku – właśnie dlatego on jest dla Ciebie taki ważny i nie potrafisz przestać darzyć go uczuciem, zerwać tej więzi. To jest całkiem normalne wg mnie. Oczywiście normalne nie oznacza, że trzeba w tym tkwić, szczególnie, że jak sama mówisz bardziej Cię to rani niż uszczęśliwia.

Po drugie, nie bądź dla siebie taka surowa. Piszesz, że to co robicie jest obrzydliwe i żałosne. Czy ja wiem? Nikogo jeszcze nie miałaś, bo jak sama wspomniałaś, nie ułożyło się z żadnym mężczyzną, tu była okazja, zauroczył Cię i uległaś. Czy to takie godne potępienia? Nie sądzę.

Na pewno problemem jest Twoja duża wrażliwość i nieśmiałość, ale myślę, że nieśmiałość można przełamać, można też znaleźć osobę również nieśmiałą, albo właśnie odwrotnie – kogoś przebojowego, kto Cię rozrusza i będzie działał i za siebie i za Ciebie. A nie tkwić w czymś, co jest z góry skazane na porażkę i nigdy nie zmieni się w związek, który mógłby Cię usatysfakcjonować.

Zastanów się czy warto tkwić w tej sytuacji, w której jesteś? Nie pasuje Ci, jak ten mężczyzna Cię traktuje. Nie muszę Ci tłumaczyć, że traktuje Cię źle. Czy warto się na to godzić dla paru pieszczot? Parę pieszczot a potem znów odrzucenie, trochę pieszczot i znów odepchnięcie. Ile to będzie trwało? Z pewnością ten mężczyzna nie myśli o Tobie poważnie, chce się tylko zabawić.

Moim zdaniem masz dwie opcje, albo postanowisz sobie, że będziesz go unikać i będziesz dla niego niedostępna i będziesz przy tym konsekwentnie trwać, albo zmienisz nastawienie – nie przeżywaj tego, nie myśl o tym, że on Cię źle traktuje, pomyśl, że masz okazję od czasu do czasu się zabawić i zyskać trochę przyjemności od życia. Oczywiście druga opcja wchodzi w grę tylko wtedy, gdyby mężczyzna był Ci obojętny a Twoje poczucie etyki i sumienie nie alarmowałoby na takie niezobowiązujące zabawy. Jedno jest pewne, podtrzymywanie aktualnej sytuacji jest niezdrowe i jak sama wiesz (Twój nick sugeruje, iż wiesz), jest to destrukcyjne zarówno dla Twojej psychiki jak i całego Twojego życia również w innych sferach.
Caught in the nameless face of today's cold morning
I open my eyes and see the emptiness of existence
And this is the saddest thing you could ever show me
Avatar użytkownika
cre[a]tiveNone specified
Moderator
Moderator
 
Posty: 8417
Dołączył(a): 2007-03-27, 19:58:46
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 1 razy

Postprzez lady_destroy » 2011-09-21, 22:35:38

Muszę przyznać, że dawno nie czytałam takiej mądrej i wyważonej odpowiedzi. Dziękuję. Jak wspominałam w pierwszym poście chodzę do psychologa, miałam kilka wizyt, widzę, że psycholog stara się mi pomóc, często czuję pewną ulgę na wizytach, ale jednak ta ulga jest krótkotrwała. Wystarczy, że idę następnego dnia do pracy, zobaczę jego i znów dostaję małpiego rozumu... Strasznie, strasznie przeżywam to jak on mnie odrzuca, strasznie cierpię :zalamany: Od dłuższego czasu stale mnie unika, nie odzywa się, od 2 tygodni nawet jednym słowem. A wcześniej właściwie wymuszałam na nim jakiś dialog... Złości mnie to, doprowadza do pasji, ostatnio miałam dni, że trochę lepiej się czułam, starałam się nie myśleć o tym, ale dzisiaj miałam znowu zachwianie. Czuję straszną zazdrość o inne koleżanki, z którymi rozmawia, jestem zazdrosna o wszystko, wystarczy, że z innymi porozmawia i żartuje, a ze mną nie. I już o to jestem zazdrosna, od razu czuję się od nich gorsza, odrzucona przez niego. On ma szczególnie jedną kobietę w pracy "upatrzoną", to jakaś jego ulubienica, chodzi do niej po kilka razy na dzień. Jak to widzę to mnie rzuca, po prostu mnie rzuca... Nie wiem, czy nie widać po mnie tej wściekłości. Czuję też niechęć do tej kobiety... A mnie mija na korytarzu i nie odzywa się nawet jednym półsłówkiem, jak minie się z kimś innym od razu zagaduje tę osobę. Tak było i dzisiaj. Nie umiem tego wytrzymać, bo ja już nie wiem, czy to ja jestem chora, czy on??? Czemu on w oczy się wypiera, że wszystko jest ok, że jestem przewrażliwiona, po czym ponownie się nie odzywa??!!! Chce mi się od tego rzygać już, w takich momentach, jak on tak robi, to ja w myślach życzę mu wszystkiego najgorszego, żeby spotkało go coś złego, żeby zginął, przepadł i ślad po nim nie został, nigdy nikomu nie złorzeczyłam, a on doprowadził mnie do takiego stanu ;(
Avatar użytkownika
lady_destroyNone specified
Podglądacz
Podglądacz
 
Posty: 5
Dołączył(a): 2011-09-21, 18:14:26
Podziękował : 0 razy
Otrzymał podziękowań: 0 razy

Postprzez lady_destroy » 2011-09-22, 18:11:05

...pod koniec dzisiejszego dnia pękłam... poszłam do niego, patrzyłam wcześniej, czy nikt nie widzi.., on spytał co jest, ale chyba się domyślał z czym przychodzę, bo miał już taką smętną minę... powiedziałam tak spokojnie, żeby nie mówił mi, że jest wszystko w porządku między nami, skoro ja widzę, że w porządku nie jest. on od razu mi przerwał. powiedział, że bardzo źle się czuje i nie ma ani ochoty, ani siły na takie rozmowy, tym bardziej, że domyśla się, że przychodzę znowu z pretensjami i że pogadamy jutro. powiedział, że będzie pamiętał, że mamy pogadać, ale jutro, byle nie dzisiaj... byłam zbita z tropu, ale wyszłam. a potem jak już wychodziłam z pracy, to on nadal siedział w pokoju... więc nie wiem jak to rozumieć. wydaje mi się, że nie potraktował mnie zbyt miło i po prostu mnie olał, zbył. ciekawe jak jutro będzie, bo skoro się źle czuje to może w ogóle weźmie wolny dzień, a nawet jak się zjawi to na pewno nie będzie się kwapił do żadnej rozmowy ze mną i nie będzie tak, że on do mnie przyjdzie i powie, że jest chętny do rozmowy... mam teraz pustkę we łbie, nie panuję już nad swoim zachowaniem... :pudlo:
Avatar użytkownika
lady_destroyNone specified
Podglądacz
Podglądacz
 
Posty: 5
Dołączył(a): 2011-09-21, 18:14:26
Podziękował : 0 razy
Otrzymał podziękowań: 0 razy

Postprzez cre[a]tive » 2011-09-22, 19:04:15

OK, zadam Ci takie podstawowe pytanie, którego nie zadałam wcześniej.

Czego oczekujesz, czego byś chciała? Liczysz, że on zostawi swoją partnerkę i będzie z Tobą czy też chciałabyś się odkochać, przestać do niego cokolwiek czuć?
Caught in the nameless face of today's cold morning
I open my eyes and see the emptiness of existence
And this is the saddest thing you could ever show me
Avatar użytkownika
cre[a]tiveNone specified
Moderator
Moderator
 
Posty: 8417
Dołączył(a): 2007-03-27, 19:58:46
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 1 razy

Postprzez lady_destroy » 2011-09-22, 19:32:50

Chciałabym przestać cokolwiek do niego czuć, chciałabym, aby był mi obojętny, chciałabym, aby nie robiło na mnie wrażenia jak on rozmawia z innymi koleżankami, chciałabym nie czuć tej zazdrości, co czuję... Ale nie wiem, czy jest to w ogóle możliwe :(
Avatar użytkownika
lady_destroyNone specified
Podglądacz
Podglądacz
 
Posty: 5
Dołączył(a): 2011-09-21, 18:14:26
Podziękował : 0 razy
Otrzymał podziękowań: 0 razy

Postprzez unter » 2011-09-22, 21:09:55

...fascynację pewnym mężczyzną pod 40. Mężczyzna ten jest kawalerem, ale ma partnerkę dużo starszą od siebie. Na początku tylko siebie obserwowaliśmy, potem zaczęliśmy coraz więcej rozmawiać, po pewnym czasie on zaczął mnie "niewinnie", "niechcący" dotykać. Z czasem te dotknięcia stały się coraz śmielsze i częstsze. Dochodziło do tego, że on stwarzał sytuacje, abyśmy byli sami, werbował mnie do jakiegoś opuszczonego gabinetu. Dochodziło tam do "gorących" sytuacji. Nigdy nie doszło do seksu, ale bardzo niewiele już brakowało, były bardzo intensywne pieszczoty, pocałunki itp. ...

Jesteś pewna, ze to 40 letni facet a nie 14-to?
:-)
Pozdrawiam, unter
http://szkiceerotyczne.blog.onet.pl
Avatar użytkownika
unterNone specified
Znawca
Znawca
 
Posty: 555
Dołączył(a): 2011-07-05, 09:41:39
Podziękował : 0 razy
Otrzymał podziękowań: 0 razy

Postprzez Zilog » 2011-09-22, 21:41:31

unter dobrze prawisz :) Albo ten facet jeszcze nie dorósł do związku,albo jest na tyle dorosły że za dużo oczekuje.
Agata,bądź kobietą stanowczą,daj sobie z nim spokój bo widać że zabawia się Twoimi uczuciami,Ty traktujesz to na poważnie,on nie wie co robić,zbywa Cię i traktuje jak zabawkę.Wiem że to nie jest łatwe,ale ja tu innego wyjścia nie widzę.Od razu widać że serducho masz dobre,ale ta połówka nie jest odpowiednia.Szukaj,jak w końcu znajdziesz tą odpowiednią osobę to znikną wszystkie lęki i wtedy się przekonasz że to jest to :)
Może trudno w to uwierzyć ale ja mam podobnie do Ciebie,mimo że chcę już w końcu kogoś poznać,to ogarnia mnie strach i tworzy się ogromny dystans.Dlatego od jakiegoś czasu dałem sobie z tym spokój,cieszę się życiem codziennym i mówię sobie że jak ktoś się nawinie i poczuję w duszy że to jest to,to zacznę interweniować i to do skutku ;)

Także głowa do góry,zdążysz sobie ułożyć życie.
I mam do Ciebie jedną prośbę,że gdy już kogoś odpowiedniego poznasz to odwiedź nasze forumcio i nam o tym napisz ;)
Z pewnością się ucieszymy i napiszemy: "A nie mówiliśmy?" ;)


lady_destroy - 22 wrz 2011 19:32 napisał(a):Chciałabym przestać cokolwiek do niego czuć, chciałabym, aby był mi obojętny, chciałabym, aby nie robiło na mnie wrażenia jak on rozmawia z innymi koleżankami, chciałabym nie czuć tej zazdrości, co czuję... Ale nie wiem, czy jest to w ogóle możliwe


Apropo tego posta,po nim stwierdzam że masz niską samoocenę,bo gdybyś się bardziej ceniła to byś miała gdzieś te koleżanki,stwarzaj wrażenie tajemniczej i niedostępnej,bądź atrakcyjna,bądź sobą a wszystko się potoczy w dobrą stronę :)
Avatar użytkownika
ZilogNone specified
Moderator
Moderator
 
Posty: 2785
Dołączył(a): 2007-06-01, 19:48:57
Podziękował : 2 razy
Otrzymał podziękowań: 1 razy
Imię: Tomasz

Postprzez lady_destroy » 2011-09-23, 17:02:00

no i rozmawiałam z nim dzisiaj... jestem za bardzo oszołomiona i zbyt ślepa w tej chwili, żeby móc to ocenić jak to wyszło wszystko...

gadałam z nim około jedenastej, co prawda wypomniał mi, że zamierzał sam do mnie przyjść... ale powiedziałam mu, że byłam pewna, że na pewno tego nie zrobi... spytał o co tym razem chodzi, chociaż domyśla się, że o to co zawsze. zaczęłam mówić, że przede wszystkim ja wiem, że jest w związku i szanuję to i nie wpadłam z tego powodu w jakąś czarną rozpacz i włosów z głowy nie wyrywam, że sama też kogoś szukam. mówiłam spokojnie i bez jakichś wielkich emocji. on zrobił trochę zdziwioną minę i powiedzial, że jeśli tak jest w rzeczywistości to bardzo dobrze, ale jemu jednak ciężko w to uwierzyć, ale skoro ja tak twierdzę, to w takim razie jak wytłumaczę te swoje zachowania. powiedziałam, że mam wrażenie, że to właśnie on dziwnie się zachowuje, że zachowuje się jakoś sztucznie, wtedy on mi przerwał i powiedział, że ma dokładnie identyczne wrażenie, że tym, że to ja się sztucznie zachowuję, powiedziałam, że mam też wrażenie, że jakoś się mnie boi, wtedy on potwierdził, że rzeczywiście tak jest, że czasem się mnie boi, że wydaję mu się nieobliczalna w swoich zachowaniach, że widzi to, że jednego dnia ide uśmiechnięta, wyluzowana, a za moment już przechodzę wściekla, że patrzę na niego z jakimś wyrzutem, że jestem podminowana. powiedział, że widać to po mnie, bo nie potrafię tego nawet ukryć. a jemu nie chce się bawić w jakiegoś tropiciela i odgadywać każdego mojego dąsa i wtedy tym bardziej nie ma ochoty rozmawiać z taką osobą. przyznał też, że z jego strony jest trochę zwiększony dystans z tego względu, że nie chce robić mi nadziei, nie umie ze mną swobodnie rozmawiać i żartować, bo zaraz odnosi wrażenie, że ja sobie coś myślę, a z żadną inną koleżanką nie ma takiego problemu. na koniec powiedział, że jeśli zobaczy zmianę we mnie i ta zmiana będzie stała to wtedy na pewno będzie czuł się swobodniejszy i wtedy nasze kontakty na pewno ulegną polepszeniu. a generalnie to czas najwyższy abym sobie kogoś znalazła i przelała swoje zainteresowanie na tą inną osobe, wtedy będzie najlepsze rozwiązanie i wtedy i on będzie się czuł spokojny.

wyszło jak wyszło, możliwe, że kolejny raz się upokorzyłam, ja już mam taki charakter ( naprawdę bardzo źle się czuję z tym, że po tym wszystkim on ot tak sobie mnie odstawia i nie chce nawet rozmawiać naprawdę ciężko chodzić codziennie do pracy, widzieć go, czuć to wszystko i normalnie funkcjonować jakby nigdy nic się nie stało.

za godzinę mam wizytę u psychologa, ja muszę się ogarnąć i zmienić swoje życie...
zilog, faktycznie mam niską samoocenę i bardzo ciężko mi w to uwierzyć, że kiedyś z tego wyjde i ułożę sobie życie. to zdecydowanie za długo trwa...
Avatar użytkownika
lady_destroyNone specified
Podglądacz
Podglądacz
 
Posty: 5
Dołączył(a): 2011-09-21, 18:14:26
Podziękował : 0 razy
Otrzymał podziękowań: 0 razy

Postprzez cre[a]tive » 2011-09-23, 18:25:56

Ten mężczyzna dał Ci dziś wyraźnie do zrozumienia, że nigdy nic między Wami nie będzie. On do Ciebie nic nie czuje, przekazał to wyraźnie, każąc Ci kogoś sobie znaleźć i na niego przelać zainteresowanie (inaczej mówiąc, chce byś mu dała spokój).

Wybacz, jeśli moje słowa brutalnie brzmią, ale taka jest prawda, a prosiłaś o prawdę w pierwszym poście, więc wierzę, że się nie obrazisz.

Nie możesz nic oczekiwać, on od Ciebie nic nie chce, nie chce z Tobą być. To koniec. Definitywny koniec.

Jedyne co możesz teraz zrobić to to przełknąć. Przestać być o niego zazdrosną (nie masz powodu to nie Twój facet ani Twój chłopak, może robić co chce, wszystko między wami to przeszłość), przestać myśleć o nim, zacząć może go unikać (jak nie będziesz go codziennie widzieć, to powoli może dojdziesz do siebie).


I napiszę jeszcze jedną dość brutalną rzecz. Moim zdaniem niepotrzebnie wydajesz pieniądze na psychologa. On Ci życia nie ułoży, on się za Ciebie nie odkocha. Wyobraź sobie alkoholika, który chce rzucić chlanie ale nie potrafi. Zapisuje się do psychologa i opowiada mu o swoich rozterkach: dlaczego zaczął pić, dlaczego nadal pije, jak picie zmienia jego życie, jak je niszczy, jak mu źle i jak jest nieszczęśliwy. Wszystko fajnie, tylko czy to mu coś pomoże? NIE. Mówienie o problemach ich nie rozwiązuje. Nie sprawi, że znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trzeba samemu wziąć się za karby z życiem. To jest Twoja walka. Nikt Ci tutaj nie pomoże. Możesz na wszystkich forach w polskim internecie założyć taki temat, przeczytać tysiąc opinii, usłyszeć sto porad od stu różnych psychologów. Nic się nie zmieni. Nic, póki nie weźmiesz się za to sama. To jest Twoja walka i sama musisz ją wygrać.

Jeszcze jedna rzecz, wybacz, że spłycę Twoją tragedię - ale miliony ludzi na świecie przeżywają dokładnie to, co Ty. Miliony ludzi w różnym wieku przeżywają swoje dramaty związane z nieszczęśliwą miłością - przebieg sytuacji może być różny, lecz oni cierpią tak samo jak Ty, bo nie mogą się odkochać. Nie jesteś w tym jedyna. Tyle osób wyszło z nieszczęśliwej miłości i dalej sobie ułożyło życie, więc i Ty wyjdziesz. I tego właśnie Ci życzę. Tylko zacznij coś robić dla siebie. Walcz.
Caught in the nameless face of today's cold morning
I open my eyes and see the emptiness of existence
And this is the saddest thing you could ever show me
Avatar użytkownika
cre[a]tiveNone specified
Moderator
Moderator
 
Posty: 8417
Dołączył(a): 2007-03-27, 19:58:46
Podziękował : 6 razy
Otrzymał podziękowań: 1 razy

Re:

Postprzez unter » 2011-09-23, 20:02:08

lady_destroy napisał(a):
... zilog, faktycznie mam niską samoocenę i bardzo ciężko mi w to uwierzyć, że kiedyś z tego wyjde i ułożę sobie życie. to zdecydowanie za długo trwa...

Masz racje, trwa zdecydowanie za długo. I jest juz najwyższy czas na zdecydowane działania.
Jesteś inteligentna, młoda, atrakcyjna, wykształcona.... Pozwól sobie pomoc i powiedz nam jakie masz pasje, czym żyjesz. Byc może tam wspólnie znajdziemy rozwiązanie Twoich problemów.
Oczywiscie, jeżeli chcesz je rozwiązać.
Pozdrawiam, unter
http://szkiceerotyczne.blog.onet.pl
Avatar użytkownika
unterNone specified
Znawca
Znawca
 
Posty: 555
Dołączył(a): 2011-07-05, 09:41:39
Podziękował : 0 razy
Otrzymał podziękowań: 0 razy


  • Inne

Powrót do Kobieta i Mężczyzna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

cron